Karolina Biskup – od barmanki do właścicielki kultowego Cocktail Baru Botanista
Karolina Biskup
Instagram: Tyrknecja
Facebook: Botanista Cocktail Bar
Koktajlbar: Botanista, Ul. Jana Sobieskiego 5, 65-071, Zielona góra
Poznajcie Karolinę, szerzej znaną w branży pod pseudonimem “Tyrkencja”. Z pasji do koktajli stała się przedsiębiorczynią. Karierę zaczęła za barem, a dziś prowadzi jeden z najbardziej rozpoznawalnych cocktail barów w Zielonej Górze. Jej przygoda z gastronomią rozpoczęła się całkiem klasycznie, od pracy „na chwilę”, ale szybko przerodziła się w życiową misję. Otwarcie Botanisty w trakcie lockdownu to nie lada wyczyn, a konsekwentna obecność w mediach społecznościowych i dbałość o każdy detal menu uczyniły z baru miejsce, do którego chętnie wracają zarówno miłośnicy ginu, jak i profesjonaliści z całego kraju. Karolina potrafi łączyć rolę szefowej, barmanki i mamy, pokazując, że pasja i biznes mogą iść w parze z pełnią życia prywatnego.
Czy miałaś wcześniejsze doświadczenie w gastronomii przed otwarciem Botanisty? Jak wpłynęło ono na Twoją obecną pracę?
Kiedy dostałam swój pierwszy numer NIP i moja działalność została oficjalnie zarejestrowana w urzędzie, byłam już po pięciu latach pracy w gastronomii. Licząc jednak przerwę na ciążę oraz kilka miesięcy spędzonych w kawiarni i restauracji, za barem miałam realnie około trzech lat ciągłego doświadczenia. Ale jak to wszyscy wiemy – trzy lata po 200–300 godzin miesięcznie liczą się jak znacznie więcej :). Co ciekawe, cały ten czas spędziłam w jednym barze – tym samym, w którym po raz pierwszy stanęłam za ladą i który pod moim kierownictwem stał się znaczącym miejscem cocktailowym. Do tego dochodziły regularne wyjazdy na cateringi barmańskie, gdzie nauczyłam się, czym naprawdę jest „tabaka” i logistyka.
Podsumowując: otwierałam własny cocktail bar, mimo że nigdy wcześniej nie pracowałam w typowym cocktail barze. Nie miałam doświadczenia w innych lokalach barowych, ale udało mi się całkowicie odmienić miejsce, w którym spędziłam te wszystkie lata. Już wtedy wiedziałam, czego brakowało Zielonej Górze, czego goście nie lubili i jaka jest specyfika lokalnego rynku. Wiedziałam też, czego potrzebuję, by wreszcie rozwinąć skrzydła za barem. Dlatego przy otwarciu Botanisty zwróciłam uwagę na każdy szczegół – od układu stacji barowych, przez wybór blendera, aż po solidną kostkarkę. Jak się później okazało, właśnie ona stała się najważniejszym sprzętem w naszym barze i otworzyła mi drogę do kolejnego biznesu.

Jak zdobywałaś wiedzę i umiejętności barmańskie – czy to były kursy, szkolenia, czy praktyka w boju? Jakie kompetencje uważasz dziś za kluczowe?
Najwięcej nauczyłam się, jak to ładnie określiłeś, „w boju”. Od zawsze uwielbiałam słuchać ludzi – ciekawiły mnie ich potrzeby, wyobrażenia smaku, reakcje i interpretacje doświadczeń w gastronomii. To dało mi ogromne światło na to, jak powinna wyglądać moja praca w gościnności, a wiedzę cocktailową czerpałam dosłownie skąd się dało. W tamtych czasach internet nie oferował tylu treści co dziś, a większość książek, które znajdywałam, była po angielsku – co zdecydowanie nie było łatwym zadaniem. Chodziłam też na wszelkie szkolenia i degustacje organizowane przez firmy alkoholowe.
Zawsze byłam samoukiem i do dziś zdarza mi się poprawiać własne złe nawyki albo uzupełniać braki w wiedzy (np. wciąż źle trzymam shaker i po tylu latach nie potrafię się już tego oduczyć). Tak naprawdę moja prawdziwa edukacja i podróże po Polsce na szkolenia zaczęły się dopiero po otwarciu Botanisty. W mniejszych miastach to właśnie wyjazdy dają najwięcej doświadczenia i możliwości rozwoju.
W obecnej pracy uważam jednak, że kluczowa jest moja intuicyjna wiedza związana z marketingiem. Ogromną wagę przykładam też do zarządzania – zawsze wolałam być liderem niż „typową szefową”.
Czy był moment, kiedy rozważałaś zupełnie inną ścieżkę życiową? Co wtedy przeważyło?
Oczywiście! Po szkole chciałam studiować i pracować w marketingu i PR-ze. Niestety, przez brak środków finansowych nie mogłam wyprowadzić się do większego miasta, więc musiałam odpuścić. Najzabawniejsze jest to, że dziś moja praca w dużej mierze polega właśnie na budowaniu marketingu Botanisty i mojej własnej marki.
Kiedy jednak myślałam o pierwszej pracy, to widziałam się w gastro – marzyłam o tym, żeby stanąć za barem w klimatycznym miejscu, wśród przesiadujących tam artystów, blisko mojej pierwszej pasji, czyli tworzenia i grania muzyki. A dziś? Cóż, jak to prawdziwy polski przedsiębiorca – co tydzień mam ochotę rzucić to wszystko i „wyjechać w Bieszczady”.
Co skłoniło Cię do otwarcia własnego cocktail baru w Zielonej Górze – czy z perspektywy czasu uważasz, że to był szalony pomysł?
Miałam 27 lat, trochę doświadczenia za barem, trzyletniego syna, śmieszne oszczędności po nieudanym kupnie mieszkania i byłam już zmęczona pracą w miejscach, które nie dawały mi możliwości rozwoju. Wiedziałam, czego chcę i czego potrzebuje Zielona Góra, ale nie miałam absolutnie żadnego doświadczenia w biznesie. TAK – to był szalony pomysł. Wszystko zrobiłam „na czuja” i jakoś się udało 😉
Wyobraź sobie, że otworzyliście Botanista w dużym mieście takim jak Warszawa, Wrocław lub Kraków. Czy coś byście zmienili, by dopasować się do dużego i konkurencyjnego rynku?
Każdy rynek ma swoją specyfikę. Zielonogórski znałam świetnie, dlatego podjęłam rękawicę. W innych miastach na pewno musiałabym spędzić trochę czasu za barem, żeby na żywym organizmie dowiedzieć się, co trapi jego gości, czego potrzebują i jak wygląda konkurencja.
To, co przychodzi mi teraz na myśl, to mocne definiowanie marki w każdym aspekcie – od wystroju lokalu, po komunikację w social mediach. Tu nie ma miejsca na półśrodki. W większych miastach skupiłabym się mocno na tym, co charakteryzuje Botanistę: dbałość o naturalne składniki, miłość do ginu i składników botanicznych. Wyspecjalizowany bar, ze szczerą i naturalną gościnnością, zawsze ma szansę wyróżnić się na tle innych miejsc.
Nie planuję jednak otwierać cocktailowego biznesu w innych miastach 😉
Jak wykorzystujesz social media do promocji baru i budowania marki?
Od początku to było moje główne narzędzie – dzięki niemu jesteśmy dziś w tym miejscu, w którym jesteśmy. Zawsze dbałam o swoją markę osobistą, więc miałam jasną wizję tego, jak chciałabym, żeby wyglądały nasze social media. To dla mnie obecnie najważniejszy filar prowadzenia firmy.
Mój kontent od zawsze był szczery i naturalny, dlatego chciałam, żeby Botanista też niosła ze sobą te wartości. Dzięki umiejętnemu prowadzeniu social mediów moi goście mogą być na bieżąco z życiem baru, a ja mogę budować z nimi relacje – pokazując procesy od kuchni, pracę załogi czy tworzenie nowych kart. Całość ma dawać odbiorcy wrażenie uczestniczenia w tych procesach i możliwość utożsamienia się z naszym miejscem i projektem.

Jaką największą lekcję dało Ci prowadzenie własnego biznesu na temat samej siebie?
Jeśli zakładając własną firmę i zatrudniając pracowników myślisz: „będę super szefową, na pewno świetnie sobie poradzę z zarządzaniem ludźmi i nigdy nie popełnię błędów moich poprzednich szefów, przecież mam super wyczucie do ludzi” – to się mylisz.
Moim zdaniem zarządzanie to najważniejszy i jednocześnie najtrudniejszy element prowadzenia biznesu, szczególnie w gastronomii. Nasza branża jest bardzo wymagająca – pracujemy w warunkach dużego wysiłku fizycznego i umysłowego, pod presją czasu, z bezpośrednim kontaktem z klientem. Takie combo potrafi zmieść z planszy niejednego zawodnika. A my, jako głowa zespołu, musimy dowieźć… i przy tym nie zwariować.
Jaką rolę odgrywa intuicja w Twoich codziennych decyzjach biznesowych?
– od zawsze mam bardzo dobrą intuicję i często się nią kieruję .
Niestety wolnego czasu mam bardzo mało, ale każde chwile staram się spędzać z rodziną. Uwielbiam muzykę – jeździć na koncerty, czytać artykuły muzyczne, słuchać podcastów czy tworzyć własne dźwięki (choć to już zdarza się bardzo rzadko). Lubię też literaturę faktu – często przy śniadaniu słucham wywiadów z ciekawymi osobami albo sięgam po biografie. Może dlatego mam taką skłonność do romantyzowania swojego życia 😉
Kto lub co jest dla Ciebie źródłem inspiracji w życiu prywatnym i zawodowym?
Muzyka towarzyszy mi w każdym aspekcie życia i niesie ze sobą ogrom inspiracji. Dzięki niej potrafię wprowadzić się w nastrój, którego akurat potrzebuję – a to bardzo ważne przy pracy kreatywnej, której mam teraz najwięcej. W życiu prywatnym zawsze największym idolem i inspiracją był dla mnie Jack White. W zawodowym nie mam konkretnych personalnych odniesień.
Jakie rady dałabyś innym kobietom, które chcą odnaleźć się po ciąży i kontynuować karierę w tej branży?
To jedno z najtrudniejszych zadań, jakie postawiła przede mną ta praca. Na pewno powiedziałabym każdej kobiecie, żeby dbała o siebie, inwestowała w edukację i znalazła siebie w tej pracy na nowo. Na początku może wydawać się to bardzo trudne – nasza branża nie sprzyja ani powiększaniu, ani pielęgnowaniu rodziny z pozycji kobiety. Ale wiem i wierzę, że każda z nas może zbudować swoją markę osobistą, która da więcej wolności i elastyczności.
Kobitki, pamiętajcie – jeśli barmaństwo jest Waszą pasją, to Wasza praca nie musi ograniczać się tylko do przygotowywania cocktaili za barem w środku nocy 😉
Jakie 3 rady dałabyś komuś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z własnym biznesem lub pracą w gastronomii?
Jaką radę dałabyś kobietom w tej branży?
Nie poddawaj się! A jeśli jest naprawdę źle i nie wiesz, co robić – skup się na edukacji. Czasem jeden krok w tył potrafi dać Ci tyle nauki, że zaraz zrobisz trzy do przodu.
Jaką jedną rzecz chciałabyś, żeby Twoi klienci wiedzieli o Tobie lub o Twojej pracy, a o której rzadko się mówi?
Haha, że jeśli chcesz prowadzić jakościową gastronomię, to w tym kraju raczej nie będziesz jeździł lamborghini 😉
Czy jest coś, czego nauczyłaś się od swoich gości lub pracowników, co Cię zaskoczyło lub zmieniło Twoje spojrzenie na biznes.
Na pewno to, że nie trzeba bać się podwyższania cen, jeśli jesteś pewna swojego produktu. A moi pracownicy? Że wcale nie musi być tak, jak straszono mnie od początku – że nikomu nie można ufać i że wszyscy mnie okradną. Może to zasługa mojej życiowej intuicji… 😉