Inne

Podbój świata po swojemu – rozmowa z Anastazją Nosovą

Nie planowała kariery za barem – przynajmniej nie wtedy, gdy przyjeżdżała do Polski na studia. A jednak to właśnie gastronomia stała się jej sposobem zawodowego życia. Dziś, po ponad dekadzie pracy, ma na koncie tytuł najlepszej barmanki w kraju. O drodze, która zaczęła się od studenckiej codzienności, rozmawiam z Anastazją Nosovą – zwyciężczynią Bar Ladies Polska 2026

Twoje pierwsze kroki za barem — co najbardziej zapadło ci w pamięć z tamtego okresu?

Najtrafniejszą odpowiedzią jest: przypadki i zajawka. Przyjechałam do Polski w 2013 roku. Zaczynałam studia politologiczne w Warszawie i tak już tutaj zostałam. Na drugim roku trafiłam do kultowej – choć już nieistniejącej – księgarnio-kawiarni Czuły Barbarzyńca na Powiślu. Na początku były więc kawa i proste lemoniady, które wtedy były dla mnie miksologicznym majstersztykiem. 

Mój start nie należał do najprostszych. Pochodzę z Ukrainy, więc realną przeszkodą dla mnie był język. Pamiętam też, że zarabiałam wtedy zawrotne 6 zł za godzinę. Mimo to zaczęłam dostrzegać, że to lubię. Budowanie koncepcji, szukanie balansu… Z czasem zauważyłam, że smaki, pomysły i połączenia wracają do mnie poza pracą. To wtedy zaczęłam mocniej wchodzić w ten świat i jestem w nim już ponad 10 lat.

Studiowałaś politologię, więc świat baru nie wydawał się najbardziej oczywistym kierunkiem. Co sprawiło, że właśnie tutaj odnalazłaś swoje miejsce?

Myślę, że przede wszystkim kreatywność. Dla mnie bar jest formą ekspresji. Malarze tworzą obrazy, pisarze opowiadają historie słowami, a ja robię to smakiem, aromatem i prezentacją. Tworzę kompozycje, które można nie tylko zobaczyć, ale też dosłownie poczuć. Najbardziej fascynuje mnie właśnie to połączenie emocji, koncepcji i doświadczenia — możliwość opowiadania historii poprzez koktajl.  

Druga rzecz to ludzie. Jestem trochę people pleaserem, więc ogromną satysfakcję daje mi moment, kiedy widzę, że ktoś autentycznie i entuzjastycznie reaguje na moje prace. Lubię obserwować, gdy ktoś robi zdjęcie koktajlu, uśmiecha się albo mówi, że jest pod wrażeniem. To proste sytuacje, ale bardzo motywujące. Bliska jest mi też energia nocnego życia, dlatego ten rytm pracy po prostu naturalnie do mnie pasuje. 

foto. archiwum prywatne

Nowe środowisko, język i branża — jak wyglądał ten początek z Twojej perspektywy?

To był chaos. Wiedziałam, że chcę się rozwijać, więc chłonęłam wszystko, co mogłam znaleźć w Internecie albo obserwowałam pracę barmanów z topowych miejsc w social mediach. Chciałam robić to, co oni, ale na początku nie do końca wiedziałam, od czego zacząć. Dodatkową przeszkodą był wspomniany już język. Szczególnie odczuwałam to w kontakcie z gośćmi, kiedy nie zawsze mogłam się swobodnie porozumieć. Bywało to stresujące, choć czasem też po prostu zabawne. Co ciekawe, to właśnie gastronomia pomogła mi ostatecznie lepiej opanować polski i poczuć się w tutaj jak u siebie. 

Z perspektywy czasu widzę, że długo stałam w miejscu, bo brakowało mi odwagi, żeby po prostu pójść i zapytać o pracę w miejscach, które mnie inspirowały. Nawet na najniższe stanowisko. Dziś wiem, że mogłam szybciej zdobyć więcej doświadczenia, i trochę tego żałuję, ale jednocześnie potraktowałam to jako lekcję. Dziś wykorzystuję to, czego się nauczyłam i idę dalej.

Jesteś za barem ponad dekadę. Jak ewoluowało twoje podejście do pracy w gastronomii?

To była długa droga, którą opisałabym jako love-hate relationship. Po początkowej ekscytacji ze znalezienia inspirującego zajęcia przyszedł moment frustracji. Trafiałam do różnych, przypadkowych miejsc, gdzie warunki pracy pozostawiały wiele do życzenia. Później pojawi się jeszcze COVID, który całkowicie sparaliżował branżę. W pewnym momencie chciałam nawet odejść z gastronomii i spróbowałam swoich sił w innych obszarach, choćby w marketingu. Ostatecznie jednak wróciłam za bar.

Realnie zmiany zobaczyłam, dopiero kiedy zatrudniłam się tutaj – w Fabryce Norblina. To doświadczenie bardzo zmieniło moją perspektywę. Uświadomiłam sobie wtedy, że praca mimo wysokich wymagań, może dawać też stabilność, rozwój i spokój. Poczułam się doceniona i bezpieczna. Miałam dużo szczęścia, bo branża gastronomiczna nadal w wielu miejscach nie zapewnia odpowiednich warunków pracy. 

Co masz dokładnie na myśli?

Same realia pracy w gastronomii. To rzeczy, które niestety zbyt wiele osób w branży zna aż za dobrze. Zaczynając od zaniżania płac i nieprawidłowości przy wypłatach, aż po mobbing i bardzo niezdrową kulturę pracy. Zdarzały się sytuacje, w których odpowiedzialność za błędy była przerzucana na pracowników w obecności gości, co tylko potęgowało presję i poczucie braku bezpieczeństwa.

Kiedy szuka się miejsca do rozwoju albo po prostu stabilności, taki model szybko prowadzi do wypalenia. To problem, z którym do dziś mierzy się wiele osób w gastronomii – nie tylko barmani i barmanki. Na szczęście istnieją też miejsca, które pokazują, że ten zawód może wyglądać inaczej. Dziś świadomie wybieram właśnie takie środowiska.

Przez pierwsze lata mocno odczuwałam też to, że jestem kobietą w tej branży. Goście – szczególnie na początku – często traktowali mnie mniej poważnie. Zakładali, że nie mam wystarczającej wiedzy albo że „prawdziwym” barmanem jest osoba stojąca obok. Dziś ta perspektywa się zmienia, również dzięki social mediom i większej widoczności kobiet w branży.

Pod każdym względem branża się rozwija. Co robisz, żeby nadążać za zmianami?

Przede wszystkim pracuję w Food Town w Fabryce Norblina, gdzie o nasz rozwój bardzo mocno dba management. Mamy rozbudowany program szkoleniowy: regularne tastingi, warsztaty oraz gościnne zmiany z uznanymi autorytetami. To bardzo mocny fundament, który jest naturalną częścią mojej pracy. Staram się też rozwijać samodzielnie. Korzystam z social mediów czy branżowych źródeł takich jak Difford’s Guide, czy Punch. Są dobrym punktem wyjścia do receptur, trendów czy inspiracji. Jednocześnie uczę się selekcjonować informacje — oddzielać wartościową wiedzę od treści o charakterze czysto marketingowym.

Dużo inspiracji czerpię z japońskiej kultury koktajlowej. Przeglądam m.in. japońskie blogi na Ameblo, choć to zdecydowanie nie jest przestrzeń dla każdego — to raczej niszowy, bardzo specyficzny świat. Trzeba mieć do tego trochę „nerdowskie” podejście, ale właśnie tam często znajduję najbardziej interesujące rzeczy. Połączenie klasycznych źródeł branżowych i takich niszowych przestrzeni jest dla mnie najciekawszym kierunkiem rozwoju.

Masz jakiegoś mentora, który inspiruje cię w pracy za barem? Kogoś, kogo chciałabyś poznać z branży?

Jednej konkretnej osoby, chyba nie mam. Nie mam też jednego idola, bo bardziej niż postacie, inspirują mnie ludzkie drogi i doświadczenia. Z pewnością ważna jest dla mnie historia Salvadore Calabrese. Jego droga od pomocnika w małej restauracji do jednego z najbardziej rozpoznawalnych autorytetów świata koktajli, robi na mnie ogromne wrażenie. To pokazuje mi, jak długa może być ta ścieżka, ale też jak istotne są konsekwencja, ciągły rozwój i budowanie własnego stylu w tej branży.

Mówiliśmy o kreatywności – jak wygląda twój proces tworzenia koktajlu? 

Dla mnie budowanie koktajlu to bardzo osobisty proces. To połączenie kreatywności, wyobraźni i analizy. Raczej pracuję nad nim sama, bo zależy mi na tym, żeby ostateczna kompozycja faktycznie wynikała z moich emocji lub inspiracji, które stoją za danym projektem. Zaczynam od mapy skojarzeń. Zapisuję tam wszystko, co według mnie, łączy się z tematem przewodnim – czy to konkursu, czy karty koktajlowej. Są to obrazy, muzyka, pojedyncze słowa, kolory, tekstury — dosłownie wszystko, co buduje pewien klimat.

Następnie zaczynam to filtrować i przekładać na konkretne składniki oraz formę koktajlu. Na końcu dochodzi warstwa techniczna — próby, poprawki i dużo improwizacji, aż całość zaczyna działać. W tym etapie często korzystam też z różnych perspektyw: rozmów z kolegami z pracy, researchu w Internecie czy narzędzi AI, żeby spojrzeć na koktajl z innej strony. Lubię też pracę nad garnishami — szczególnie tymi bardziej widowiskowymi lub interaktywnymi. Daje mi dużą satysfakcję moment, kiedy gość robi zdjęcie koktajlu jeszcze zanim go spróbuje.

Mówiłaś, że jesteś typem samotnika przy tworzeniu kompozycji. Gdzie sięgasz po pomoc, kiedy masz wątpliwości przy budowaniu koktajlu?

Przede wszystkim sięgam do wiedzy i doświadczenia kolegów i koleżanek z branży. Lubię samodzielnie budować koktajle, ale kiedy pojawiają się wątpliwości, cenię sobie wskazówki i rady innych osób. Każdy z nas ma inną wiedzę, pomysły albo po prostu inne podniebienie. Dlatego czasem krótka sugestia albo jedno pytanie potrafi nadać całości właściwy kierunek. To jest najlepsze w tej branży. Nawet przy pracy nad autorskim pomysłem inspiracja potrafi pojawić się zupełnie niespodziewanie.

W bliskim mi temacie garnishy nieoceniona jest pomoc cukierników. Ich wiedza i doświadczenie w pracy – chociażby z czekoladą – często wnosi do procesu zupełnie nową perspektywę. Często nie doceniamy ich wiedzy i umiejętności — tak samo, jak kelnerów. Ich ciągła praca ze smakami, teksturami i różnymi produktami sprawia, że potrafią zwrócić uwagę na rzeczy, które łatwo przeoczyć.

Masz jakąś niszę albo trend za barem, które są ci bliskie?

Oprócz wspomnianego cukiernictwa i pracy z garnishem to z pewnością azjatyckie alkohole. Soju, baijiu, shoshu czy arak, to nadal dość tajemnicze produkty na naszym rynku, będące raczej wakacyjną ciekawostką. Tymczasem często oferują zupełnie inne możliwości niż powszechnie dostępne produkty — choćby pod względem profilu smakowego czy tekstury. To wciąż mało znany obszar miksologii w Europie, a wciąż jest tu ogromny potencjał.

Poza tym bliska mi jest lokalność. Dziś to już standard, ale wciąż pozostaje istotnym punktem odniesienia. Dla mnie szczególnie, bo lubię łączyć sezonowość i regionalizm polskich produktów ze składnikami z mojego kręgu kulturowego. Dlatego lubię przenosić ukraińskie akcenty do koktajli. Koktajl staje się dla mnie wtedy czymś bardziej osobistym, a dla gości szansą na poznanie innej kultury. Praca na polskim produkcie jest dla mnie bardzo ciekawa — wcale nie jest tak jednorodna, jak się często uważa. Pochodzę z regionu, gdzie paleta składników była nieco mniej rozbudowana, więc tym bardziej fascynuje mnie odkrywania tego bogactwa tutaj.

Kiedy pierwszy raz usłyszałaś o konkursie Bar Ladies?

To było ponad rok temu. Bardzo spodobała mi się formuła – przestrzeń stworzona przez kobiety dla kobiet. To ma duże znaczenie, szczególnie w naszej branży. Brałam wtedy udział w drugiej edycji konkursu i już wtedy zajęłam czwarte miejsce. Po tamtym starcie dałam sobie trochę czasu na analizę i w tym roku postanowiłam spróbować jeszcze raz.

foto. barlady.net

Przygotowania były dużym wyzwaniem? Jak to wyglądało u ciebie?

Samo zbudowanie koncepcji poszło dość naturalnie – kiedy poznałam temat, pomysł szybko się pojawił i zaczął układać się w bardziej techniczny, logiczny proces. Największym wyzwaniem okazało się natomiast wszystko, co towarzyszyło samej realizacji na finałach. Odbywały się one w najzimniejszym okresie roku, co samo w sobie wymagało dodatkowej organizacji i elastyczności. W warunkach konkursowych nawet tak prozaiczne rzeczy, jak pogoda mogą wpłynąć na komfort pracy i koncentrację. To była dla mnie ważna lekcja — że liczy się nie tylko pomysł, ale też pełne przygotowanie do jego realizacji, także w aspektach, o których na początku się nie myśli.

Twój koktajl prezentował różne oblicza współczesnej kobiety.

Dla mnie to bardzo osobista historia. Często w poszukiwaniu inspiracji, sięgam do popkultury azjatyckiej i tak było też tym razem. Punktem wyjścia stało się anime Neon Genesis Evangelion. To wymagająca psychologiczna opowieść, w której jeden z wątków szczególnie mnie poruszył.

Pojawia się tam system MAGI stworzony przez badaczkę, która tworzy trzy różne komputerowe wersje siebie. Każde z tych wcieleń ma inne priorytety i procesy decyzyjne. Dopiero ich konflikt pozwala na najbardziej realny i życiowy wybór. Jest to obraz człowieka, którego natura nie jest spójna. To właśnie starcie emocji, logiki i pragnień sprawia, że kształtuje się wybór.

Koktajlowy obraz kobiety wg. Anastazji/foto. archiwum prywatne

Jak nawiązywał do tego koktajl?

Wybrałam składniki, którym nadałam określone znaczenie. Baza alkoholowa była odpowiednikiem komputerowej wersji matki z opowieści. Bez tego czułego fundamentu nie powstałoby życie, a bez bazy — koktajl. Tequila staje się więc kręgosłupem całości: daje stabilność i strukturę. 

Kolejnym elementem była kobieta w rozumieniu zmysłowości, uczuć, pragnień i zmienności. W tej roli pojawia się u mnie truskawka: słodko-kwaśna, pociągająca i trochę nieprzewidywalna. 

Wykończeniem jest bazylia, odpowiadająca osobowości naukowca. Czysta, ale złożona, precyzyjna — a jednocześnie wewnętrznie sprzeczna. 

Całość spaja nuta czarnego bzu — ulotny element, który łączy tak różne składniki w jedną kompozycję. 

Ten koktajl to nie jest historia o harmonii. To próba pogodzenia sprzeczności.

Emocje oddziałują na ciebie podczas występu na konkursach?

Oczywiście.

Są przeszkodą czy impulsem do działania?

Jednocześnie pomagają i przeszkadzają – wszystko zależy od momentu. Początkowo zawsze są pewną trudnością. Szczególnie gdy zaczynam porównywać się z innymi uczestnikami albo wkrada się presja wyniku. Łatwo wtedy stracić pewność siebie i zwątpić w swoją wiedzę. Zwłaszcza na tle konkurentów. Miałam z tym problem, ale z czasem zrozumiałam, że każdy ma własne tempo, a to, co widać na zewnątrz, nie jest pełnym obrazem rzeczywistości. 

W trakcie samego zadania wiele się zmienia. Początkowy stres – nawet duży – ustępuje skupieniu. Działam wtedy trochę jak zaprogramowana, mechanicznie – po prostu robię swoje. A jeśli coś idzie niezgodnie z planem? Zatrzymuję się, łapię oddech i szybko działam dalej, bo panika tylko pogarsza sytuację. W tym sensie emocje nie są ani wrogiem, ani wsparciem — raczej czymś, co trzeba umieć wykorzystać.

Jakie to uczucie być Bar Lady Poland 2026?

Szczerze mówiąc, gdy ogłoszono werdykt, byłam w kompletnym szoku. Z początku średnio rozumiałam, co się dzieje. Nie spodziewałam się takiego wyniku, więc pierwszą reakcją było raczej niedowierzanie. Potrzebowałam chwili, żeby przetworzyć, co się właśnie wydarzyło. 

Gdy już dotarło do mnie, że wygrałam, to uderzyła fala euforii i radości. To bardzo, bardzo przyjemne uczucie. Cieszyłam się, tym bardziej że rok wcześniej byłam czwarta – więc świadomość, że zrobiłam tak duży progres była i jest wyjątkowa.

Podium konkursu Bar Ladies Polska 2026: Anastazja Nosova na pierwszym miejscu, obok laureatki II i III miejsca
PodiPodium konkursu Bar Ladies Polska 2026: Anastazja Nosova na pierwszym miejscu, obok laureatki II i III miejsca/foto. Polish Bartenders Association

Wyjazd do Grecji na globalne finały – jak będziesz to wspominać?

Wyjazd do Grecji to było bardzo intensywne, ale jednocześnie bardzo rozwijające doświadczenie. To był czas, w którym wszystko działo się szybko i pod dużą presją, ale w zupełnie innym otoczeniu, co samo w sobie mocno zmieniało perspektywę. Najbardziej zapamiętam kontrast między wymagającą formułą konkursu a spokojnym, wyspiarskim rytmem życia Korfu. Takie połączenie robiło ogromne wrażenie i nadawało całości wyjątkowy charakter.

Bardzo ważne było też dla mnie poczucie wspólnoty między uczestniczkami z różnych krajów. Zamiast typowej rywalizacji pojawiało się wsparcie, wymiana doświadczeń i coś w rodzaju naturalnej solidarności. To sprawiało, że ta intensywność była dużo łatwiejsza do udźwignięcia.

Intensywności z pewnością dodały gościnne zmiany.

To był mój pierwszy w życiu guest shift i mimo że krótki, to bardzo cenny. Z pewnością bardziej doceniłam swój bar – w Grecji stanowiska pracy były znacznie mniej wygodne i intuicyjne. Wprowadzało to trochę improwizacji i chaosu, ale to było najcenniejsze. Wyjście z rutyny, nowe doświadczenie i konieczność dostosowania się do zastanych warunków 

Jednocześnie bardzo dobrze będę wspominać atmosferę. Wszechobecne luz i spontaniczność, na które często nie ma miejsca wśród codziennych obowiązków. To była intensywna, ale też bardzo pozytywna podróż.

Występ na scenie finałowej w Grecji to chyba jedno z tych doświadczeń, które zostają w pamięci na długo?

Zdecydowanie tak. Jak zawsze przy takich okazjach nie zabrakło emocji. Czekając na swoją kolej, czułam mieszankę adrenaliny, ekscytacji i stresu. W końcu były to moje pierwsze globalne finały. Do tego nowy kraj, nowa scena i zupełnie nowe grono sędziów – trudno było nie odczuwać presji.

Tuż przed wejściem na scenę byłam kłębkiem nerwów. Jednak, kiedy stanęłam za barem, wszystko się zmieniło. Pomyślałam tylko: „Teraz już nie ma odwrotu”. W jednej chwili stres ustąpił miejsca pełnemu skupieniu. Włączył się tryb pracy – wszystkie wątpliwości zniknęły, a liczyło się tylko to, co miałam do zrobienia. 

To doświadczenie było dla mnie bardzo ważną lekcją. Uświadomiło mi, że nawet jeśli przed występem towarzyszą mi ogromne emocje, to potrafię je przekuć w koncentrację i dać z siebie wszystko.

Anastazja Nosova z certyfikatem na finałach Bar Lady na Korfu.
Anastazja Nosova na globalnych finałach na Korfu/foto. archiwum prywatne

Pojawiają się opinie, że organizowanie konkursu wyłącznie dla kobiet może być odbierane jako forma ich wyodrębniania. Jestem ciekaw twojego spojrzenia na ten temat.

Rzeczywiście spotkałam się z różnymi opiniami. Są osoby, które bardzo kibicują takim inicjatywom, ale nie brakuje też krytyków. Dla mnie jednak istota Bar Ladies wykracza poza samą rywalizację. To konkurs organizowany przez kobiety i dla kobiet, który tworzy przestrzeń do wzajemnego wsparcia, motywacji i wymiany doświadczeń. Takie relacje są niezwykle cenne w każdej branży, a w gastronomii i barmaństwie mają szczególne znaczenie.

To również okazja, by obserwować pracę bardziej doświadczonych koleżanek, inspirować się nimi i od nich uczyć. Równie ważna jest możliwość budowania trwałych, zawodowych i przyjacielskich relacji, które często procentują przez wiele lat. Sensem tego konkursu nie jest wykluczanie kogokolwiek, lecz stworzenie przestrzeni, w której kobiety mogą dzielić się swoim doświadczeniem, wzajemnie się wzmacniać i pokazywać własną perspektywę na barmaństwo.

Zwycięstwo Bar Ladies Polska 2026 to niemały sukces. Ciekawi mnie, gdzie najchętniej zobaczyłabyś siebie, gdybyśmy spotkali się za 5 lat?

Mam nadzieję, że dalej w tej samej branży, ale z dużo większą liczbą doświadczeń na koncie. Przede mną kolejne konkursy, których wygrywanie jest bardzo wciągające. Jednocześnie pociąga mnie możliwość rozwoju poprzez podróże, poznawanie ludzi z całego świata i ich spojrzenia na bar. Nadal chcę też tworzyć koktajle i różne projekty gastronomiczne, przy których pomysł ma realny wpływ na doświadczenie gościa. 

Myślę, że idę w kierunku, w którym naturalnie będzie mnie trochę mniej na klasycznych zmianach. Za to będziemy mogli się spotkać na szkoleniach, projektach i konsultingu. Nadal blisko ludzi i wyjątkowej energii gastronomii, ale w moim stylu.  

Ostatecznie myślę, że będzie to nadal ta sama droga, tylko na większej mapie. Taka, którą wybiorę w zgodzie ze sobą. No i nadal niezmiennie będę dążyła do mojego własnego, spokojnego podboju świata!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Prove your humanity: 9   +   5   =